23.01.19, 15:15

Marek Budzisz: Rosja, kraj biedny czy bogaty?

W Rosji ciekawa polemika na szczytach elit. Otóż kierujący firmą Rosnano, która zajmuje się rozwojem nowoczesnych technologii, przede wszystkim nano,  Anatolij Czubajs, w przeszłości minister kilku rządów za czasów Jelcyna i autor rosyjskiego programu prywatyzacji, w trakcie niedawno zakończonego Gajdarowskiego Forum powiedział, że ceny energii elektrycznej są w Rosji zbyt niskie, prawie dwa razy niższe niźli na świecie i należałoby je podnieść, bo w przeciwnym razie sprzyjać to będzie nieefektywnemu jej zużyciu. Nie to jednak wzbudziło kontrowersje, ale następna część jego wypowiedzi. Otóż stwierdził, że do kwestii ewentualnych podwyżek cen prądu trzeba podchodzić bardzo ostrożnie, bo „Rosja jest biednym krajem. Znacząca część ludności w kraju żyje biednie, a nawet bardzo biednie.”

    Te słowa najwyraźniej poirytowały rzeczniczkę rosyjskiego MSZ-u Marię Zacharową, bo na swoim koncie w jednym z serwisów społecznościowych napisała odpowiedź. Najbardziej zdenerwowało ją chyba to, że opozycyjna rozgłośnia Echo Moskwy, która opublikowała wypowiedź Czubajsa zrobiła to w formie postu, który zatytułowany był „patrzcie im na ręce”. To trochę ułatwiło zadanie pani rzecznik, bo napisała „czyżby na Twoje ręce?” i dodała – Rosja jest bogatym krajem, a zaraz po tym napisała też, że „chciałaby się dowiedzieć od wielokrotnego ministra, jeszcze od czasów Jelcyna a potem zarządzającego wielkimi firmami państwowymi, jak to się stało, że Rosjanom żyje się biednie.”

    I tak zaczęła się rozmowa. Czubajs przeczytał pytania Zacharowej, ale nie wybrał milczenia. Jest to o tyle ciekawe, że w Rosji przez lata oskarżano „liberałów” otaczających Jelcyna o to, że dzięki ich nieudolności upadło wielkie imperium, gospodarkę i majątek narodowy rozkradziono, a ludzie cierpieli niedostatek. Przez lata oskarżani o najgorsze przewiny milczeli, ale teraz najwyraźniej przystąpili do polemiki. Może dlatego, że Zacharowa nie jest pierwszoplanową figurą w rosyjskiej polityce, a może dlatego, że notowania władzy lecą na łeb na szyję i zmienia się nastrój w Rosji. Ojciec rosyjskiej prywatyzacji odpisał, że musi przypomnieć, iż kiedy on w 1991 roku został ministrem i zaczął pracować nad przygotowaniem reform gospodarczych to wówczas średnia płaca w Rosji wynosiła 12 dolarów miesięcznie, rubel był walutą niewymienialną, a sklepowe półki świeciły pustkami. „W takim punkcie zaczęliśmy odbudowę i państwa i gospodarki (bo w istocie ani jednego ani drugiego wówczas nie było) i rzeczywiście my wszyscy, mnie nie wykluczając popełniliśmy wówczas sporo błędów. Tym nie mniej kiedy wy zaczynaliście swoją pracę w kraju był wzrost gospodarczy, rubel był wymienialny, inflacja szybko zmniejszała się a deficyt w całości zniknął.”

    Na tym wymiana zadań się nie zakończyła. Zacharowa umieściła w sieci jeszcze jeden, tym razem znacznie ostrzejszy w swej wymowie post, w którym nie tylko, że zarzuciła Czubajsowi iż nie odpowiedział on na jej proste pytanie – jak to się stało, że ludzie w Rosji żyją w biedzie, ale na dodatek napisała, że nie wie czego było w jego odpowiedzi więcej „błędów czy nikczemności” i przypomniała Czubajsowi, że kiedy ona zaczynała w 1998 roku swoją pracę w rządzie to Rosja znajdowała się w kryzysie i chwilowej niewypłacalności.

    Na co warto zwrócić uwagę w tej wymianie uprzejmości na szczytach rosyjskich elit? Nie chodzi tu tylko o to, że najprawdopodobniej Zacharowa, która określiła Czubajsa mianem człowieka „niesympatycznego” nie przepada za autorem rosyjskiej prywatyzacji kuponowej. Chodzi o to, że Czubajs najprawdopodobniej uznał, iż błędy, które popełniła ekipa z jego udziałem w porównaniu z dokonaniami obecnej rosyjskiej władzy nie sią znacznie większe, a nawet zapewne mniejsze. Bo kiedy on odchodził, to Rosja była co prawda w kryzysie, ale miała lepsze fundamenty i perspektywy. A teraz nie tylko, że też ma do czynienia z kryzysem i biedą, to perspektywy są dużo gorsze. Drugi element na który warto podkreślić, to ta dystynkcja my – wy. Stara ekipa, kontra nowa ekipa. Niewykluczone, że mamy do czynienia z jedną z pierwszych tak silnych werbalizacji podziału w rosyjskich elitach na tle sporu o przyszłość Rosji. Jest to o tyle istotne, że rosyjskie elity od kilku już miesięcy dyskutują o roku 2024, czyli o sytuacji w jakiej znajdzie się kraj, kiedy Putin zakończy swą ponoć ostatnią kadencję.

    Słowa Czubajsa są też najprawdopodobniej świadectwem narastającej irytacji części rosyjskich elit z nieudolności obecnej ekipy kierującej rosyjską gospodarką, która nie jest w stanie pobudzić jej do szybszego wzrostu. Każdy tydzień przynosi informacje o korekcie, i to zawsze w dół, perspektyw rosyjskiego PKB. Według oficjalnych prognoz rosyjskiego rządu w tym roku gospodarka urośnie o 1,3 %, w przyszłym zbliży się do 2 %, a dopiero w 2021 ma szansę przekroczyć 3 %. Eksperci Banku Światowego są znacznie ostrożniejsi i uważają, że do roku 2025 raczej na pewno nie będzie się rozwijała szybciej niźli maksymalnie 2 % w skali roku. Podobnie ostrożni w ocenach są wszyscy profesjonalni analitycy regularnie ankietowani przez Moskiewską Wyższą Szkołę Gospodarki. Na podstawie ich opinii ekonomiści z tej renomowanej uczelni budują indeks – konsensus dotyczący perspektyw wzrostu rosyjskiego PKB. Żaden z ankietowanych, 25 analityków nie jest takim optymistą, aby uważać, że Rosja rozwijać się będzie w najbliższych latach w tempie większym niźli 1,4 – 1,8 % rocznie.

Na odbywającym się w ubiegłym tygodniu spotkaniu prezydium Rosyjskiej Akademii Nauk, jeden z wypowiadających się naukowców grzmiał, że rząd nie ma pojęcia dlaczego Rosja rozwija się tak wolno, a wzrost na poziomie, jak się wyraził 1 – 1,5 % rocznie to żaden wzrost. Problem w tym, że szanowny akademik pomylił się i to dość znacznie, bo Rosja w ciągu ostatnich 10 lat rozwijała się średnio w każdym roku w tempie 0,7 %.

    Na dodatek wypowiedzi przedstawicieli rządu przyjmowane są z, delikatnie całą sprawę nazywając, przymrużeniem oka. Przede wszystkim z tego powodu, że jedni ministrowie problemy z rosyjska gospodarką wiążą z sytuacją zewnętrzną (sankcje, niestabilne ceny ropy), inni, jak premier Miedwiediew znów mówią o tym, że impulsem rozwojowym będzie walka z biurokracją, minister finansów Anton Siulianow i kierująca rosyjskim Bankiem Centralnym Elvira Nabiullina chcą kontynuowania polityki skupowania z rynku waluty i złota, po to aby powiększać rezerwy. Nie brak głosów, że zapowiedziane inwestycje finansowane ze środków publicznych nie ożywią gospodarki i trzeba spowodować, aby Rosjanie mieli więcej pieniędzy po to aby odżył popyt wewnętrzny. Wreszcie są tacy, jak kierujący odpowiednikiem rosyjskiego NIK-u Aleksiej Kudrin, który po raz kolejny w ubiegłym tygodniu mówił, że bez gruntownych reform strukturalnych, nie ma co myśleć o ożywieniu wzrostu. W jego rozumieniu, bo mówił o tym przy okazji innych wystąpień, reformy strukturalne to nic innego jak ograniczenie władzy biurokracji i wszechmocnych siłowików i demokratyzacja kraju. Z tych wszystkich poglądów nie wyłania się jakiś jednolity obraz z którego by wynikało, że władza wie co należy robić i będzie starała się działać na rzecz polepszenia sytuacji Rosjan, zarówno zajmujących się biznesem, jak i zwykłych obywateli.

    Na to wszystko nakłada się prawdziwa lawina złych informacji, jakie każdego dnia pojawiają się w rosyjskich mediach. Mówi się wiele o ożywieniu przedsiębiorczości, ale jak to w praktyce zrobić skoro prezesi największych rosyjskich firm naftowych, ze wszechmocnym Rosnieftem, napisali ostatnio list do Putina w którym skarżą się na samowolę i wymuszenia ze strony Rosgwardii, formacji, którą kieruje były ochroniarz Jelcyna i Putina, generał Zołotow. Jeśli najpotężniejsze, uchodzące za wszechmocne, firmy naftowe skarżą się na rosyjskich siłowików, to jak wygląda praktyka „normalnego” biznesu? Albo z innej domeny – poziom zobowiązań kredytowych Rosjan osiągnął pod koniec ubiegłego roku historyczne maksimum – 27,8 % dochodów. Szacuje się, że w tym roku wskaźnik ten przekroczy 30 %. W porównaniu z krajami wysokorozwiniętymi poziom ten nie jest wielki, a nawet można uznać go za mały. Co innego wszakże niepokoi specjalistów – inna jest struktura zobowiązań kredytowych rosyjskich gospodarstw domowych. Mało w nich kredytów długoterminowych, za to znacznie więcej krótkoterminowych, znacznie droższych, zaciąganych przede wszystkim po to, aby „załatać dziury w budżecie domowym”. Taki wzrost nie jest dowodem optymizmu konsumentów, którzy decydują się na zaciągnięcie kredytów, bo spodziewają się wyższych dochodów w najbliższej przyszłości, ale tego, że spora ich grupa znajduje się w rzeczywiście rozpaczliwym położeniu.

    Dziś, według najnowszych danych statystycznych w Rosji jest 19,2 mln ludzi, którzy mają dochody poniżej oficjalnego minimum niezbędnego aby przeżyć. W III kwartale ubiegłego roku kwota tego minimum wynosiła średnio 10 451 rubli miesięcznie, ale już w przypadku emerytów było to średnio 8615 rubli, a dzieci 10 302 ruble. Nie jest to dużo i to nie tylko przeliczając na euro (kurs euro obecnie – 76 rubli), ale nawet biorąc pod uwagę ceny w Rosji, gdzie np. litr paliwa kosztuje ok. 52 ruble, czy ceny żywności, która w ostatnich dniach, jak informują rosyjskie media dość szybko drożeje, a Rosjanie płacą średnio więcej za żywność o 10 %, niźli porównywalne ceny na świecie.

    Opozycyjny portal internetowy Znak, publikuje reportaż opisujący jak żyje się rosyjskim rodzinom w 2019 roku, po tym jak o 2 % wzrósł VAT, a ceny żywności idą stale w górę. Opisują losy kilku rodzin. Ja nie będę streszczał całego reportażu, ani koncentrował się na opisywaniu losów najbiedniejszych, by nie drażnić licznie nawiedzających moją stronę miłośników Rosji Putina, którzy zawsze starają się w uwagach przekonać czytelników, że jest to kraj mlekiem i miodem płynący. Skupię się na opisie tego jak żyje się najzamożniejszym. (cały materiał https://www.znak.com/2019-01-17/pyat_istoriy_o_tom_kak_zhivetsya_rossiyanam_na_fone_reform_i_rosta_cen) . Dmitrij Kabietow, który jak sam mówi głosował na Putina i teraz bardzo tego żałuje, mieszka i pracuje w Surgucie. Jest monterem rurociągów w miejscowej rafinerii, zarabia miesięcznie niemało - 85 tysięcy rubli (brutto). Za tą pensję utrzymuje się jego rodzina – mają dwójkę dzieci. Nie mają kredytu hipotecznego, opłaty za mieszkanie komunalne pochłaniają 5 – 6 tys. rubli. Jak mówi nie są w stanie nic oszczędzić. Wszystkie pieniądze idą na jedzenie i odzież, a ich ceny stale rosną. Jeśli jeszcze kilka lat temu koszyk zakupów w miejscowym supermarkecie kosztował go około tysiąca rubli, to teraz płacą przy każdej wizycie w sklepie nie mniej niż 2 - 2 500. W zeszłym roku, po tym, jak dostał podwyżkę zastanawiali się czy nie kupić samochodu. Ale najtańszy kredyt na 5 lat pociągał by za sobą konieczność płacenia miesięcznie nie mniej niźli 20 tysięcy rubli, na co nie mogą sobie pozwolić. Więc zrezygnowali. Dmitrij mówi dziennikarzowi, że nie wie jak ludzie w centralnej Rosji są w stanie przeżyć za dużo mniejszą pensję. Mam takie odczucie, mówi, „że żyjemy jak za czasów pańszczyzny. Pracujesz na Pana, a on płaci Tobie jakieś grosze według swojego widzimisię. Naród dla obecnych polityków nic nie znaczy.”

    Dyskusję między Czubajsem a Zacharową skonkludował znany w Rosji bloger ekonomiczny Maksym Awerbuch, który przypomniał, że autor rosyjskiej prywatyzacji kuponowej nie jest już, od marca 1998 w rządzie, kiedy to przestał być wicepremierem. I w związku z tym rzeczniczka MSZ-u swe pytanie, dlaczego w Rosji, bogatym kraju, jej obywatelom żyje się tak biednie, winna zadać zupełnie komuś innemu.

Marek Budzisz

Salon24.pl

Komentarze

Vistula2019.01.23 17:39
@nikt Daj mi definicję "klasa średnia".
Ksiądz Robak2019.01.23 18:17
Synu pojedz do Hameryki jak dostaniesz vise to zobaczysz jeszcze póki istnieje. Później będzie za późno.
Vistula2019.01.23 18:29
Alez ja tu jestem
Bona2019.01.23 16:44
Trzeba się zainteresować nie Rosją ale Polską i zapytać się czy jesteśmy krajem biednym czy bogatym?.
nikt2019.01.23 16:39
Nic nowego . Ludność Rosji zawsze żyła w biedzie . Cóż w tym dziwnego ? Była w jarzmie caratu i magnaterii , sprowadzona do roli bydła roboczego . Później żyła w ograniczeniach dyktatury Stalina i jego następców . Kiedy miał ten naród rozwinąć się intelektualnie i być kreatywny ? A wiadomo , że to klasa średnia jest nośnikiem postępu i dobrobytu . Garstka potentatów gospodarczych przecież nie myśli o narodzie , tylko o własnym zysku . A w Polsce było inaczej ? Powstającą w latach 90-tych klasę średnią tak skutecznie zaczęto tłamsić , że przestała istnieć zanim się rozwinęła . Apogeum biedy nastąpiło za rządów PO . Co prawda nie takiej jak Rosji , ale dokuczliwej . Polacy mają otwartą drogę na świat . Mogła się część z nich ratować . Rosjanie tego nie mają . Teraz PiS idzie w odwrotnym kierunku , popełnia wiele błędów , ale szybko się uczy . Chce coś zmieniać . A to jest ważne . Nie zawsze mu to wychodzi . Poza tym opozycja sama wcześniej niczego nie robiąc teraz rzuca mu ciągle kłody pod nogi . To ,że Rosjanie są biedni jest doskonałym polem działania dla Polaków . Mogą pomóc temu narodowi . Rosjanie są zapatrzeni w Polaków tak jak wcześniej Polacy w Zach. Europę . Pomóc nie znaczy wykorzystać tak jak Zachód zaczął wykorzystywać Polskę . Czy biedny znaczy gorszy ? To zależy od wartości jakimi się kieruje dany człowiek . Dla mnie nie jest gorszy . Przeważnie lepszy , bo nie jest bogactwem wypaczony .
Amok Wawelski2019.01.23 16:30
Rosja to najbogatszy kraj świata - wszyscy kradną i jeszcze wszystkiego nie rozkradli!