13.03.17, 20:30fot. chrystusowcy.pl

Ks. prof. Bortkiewicz dla Frondy: Blaski i cienie pontyfikatu Franciszka

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Dziś mijają cztery lata, odkąd na tronie Piotrowym zasiada papież Franciszek. Co pozytywnego wnosi ten pontyfikat do życia Kościoła katolickiego?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: Pontyfikat papieża Franciszka niewątpliwie odbiega od pontyfikatów jego wielkich poprzedników. A zarazem stanowi przecież ich kontynuację. Papież nie jest osobą, która zyskuje władzę mocą demokratycznych wyborów, nie jest instytucją, która działa w oderwaniu od całości Kościoła. Wnosi natomiast pewne nowe elementy, często związane z własną osobowością, w posługę Kościoła. W przypadku papieża Franciszka jest to z pewnością jego ujmująca bezpośredniość (choć z pewnością nie jest ona niczym szczególnym w porównaniu z mistrzem bezpośrednich relacji ludzkich, jakim był św. Jan Paweł II). Taką cechą jest skromność. Konsekwencją tego, w pewnym przynajmniej zakresie, jest nowy sposób funkcjonowania, a jeszcze bardziej komunikowania się urzędu papieża ze światem. Chodzi mi tutaj o główny nurt komunikacji, który przebiega przez bezpośrednie kontakty ze światem mediów, pełne osobistego, indywidualnego charakteru, odwolywania się do prostych przykładów, wręcz katechetycznych wypowiedzi. To jest wielki walor tego pontyfikatu, ale i niemniejsze zagrożenia, o czym może jeszcze będzie okazja wspomnieć. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że Papież koncentruje swoją uwagę nie na krytycznej analizie rzeczywistości (zagrożeniach kulturowych i ideowych, co czynili z wielkim znawstwem i precyzją intelektualną jego wielcy poprzednicy), ale na prostej prezentacji pozytywnych walorów.

Wreszcie trzeba zwrócić uwagę na dwie idee, hasła, tematy mocno akcentowane w nauczaniu, przepowiadaniu papieża Franciszka – to Kościół ubogich i to temat miłosierdzia.

Niektóre aspekty tego pontyfikatu budzą jednak pewne kontrowersje. Na przykład adhortacja Amoris Laetitia, a może raczej niektóre jej zapisy, z drugiej strony doniesienia o świętowaniu rocznicy luterańskiej reformacji. Co w pontyfikacie papieża Franciszka może budzić pewne wątpliwości?

To oczywiście niełatwe pytanie, by nie powiedzieć kłopotliwe. Moja rolą nie jest z pewnością cenzurowanie papieża czy też jednoznaczna ocena jego nauczania. Zwróciłbym jednak uwagę może na to, że niektóre wypowiedzi, czy działania Papieża są bardzo nieprecyzyjne i niejednoznaczne. Weźmy jako przykład „Amoris Laetitia”. To adhortacja, która wielu czytelników ujmuje prostotą, zejściem niejako do poziomu życia codziennego (wielu chwali rozdział do duchowości życia małżeńskiego dostosowany do poziomu codziennych kłótni, „rzucania talerzami”, o czym mówił Franciszek w Krakowie i zdolności do pojednania i życia w miłości). Ale są w tym dokumencie liczne, nawet bardzo liczne pytania i wątpliwości. Podstawowa z nich to kwestia – o czym mówi, pisze Papież? O małżeństwie jako ideale życia społecznego, czy o sakramencie, który w ludzkie pragnienia, miłość i dobrą wolę, włącza moc zbawczą Chrystusa? Czym są kwestie nietypowe małżeństwa i dlaczego są sprowadzone właściwie wyłącznie do problemu rozbicia małżeństw? Czy nie jest sytuacją nietypową w małżeństwie np. żałoba po utracie dziecka? Albo czy nie jest sytuacją nietypową przeżywanie traumy postaborcyjnej i pragnienie pojednania? Oczywiście, centralnym problemem stał się w tym kontekście problem, który de facto stanowi naruszenie trwałości i świętości komunii małżonków z Bogiem. Przynajmniej tak może być interpretowany. I tutaj pojawia się problem centralny – brak jednoznaczności i brak ujednoznacznienia. Wystosowane przez czterech Kardynałów „Dubia” – wątpliwości, pytania stanowiły doskonałą okazje do tego, by te wątpliwości rozwiać. Ale tak się nie stało. Okazało się, że każdy wierny może właściwie sam w swoim „rozeznaniu” decydować o interpretacji tych wskazań. A taka sugestia jest dość delikatnie mówiąc ryzykowna. Tak jak ryzykowne jest akcentowanie „rozeznania” bez jasnego przypomnienia, że sumienie nie jest instytucją odczucia, rozeznania według własnego sądu, ale jest sanktuarium spotkania człowieka z Bogiem, gdzie człowiek słucha głosu Boga. Także tego, który jest wyraźnie określony: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19, 6).

Całkiem niedawno papież Franciszek gościł w Polsce z okazji Światowych Dni Młodzieży. To wydarzenie było dla nas wszystkich okazją do modlitwy, refleksji, wzruszeń, radości. Jak ŚDM rzutują na ten pontyfikat?

To na pewno było ważne wydarzenie dla Kościoła powszechnego, jak i dla samego Papieża. Dla Kościoła ważne było zgromadzenie się – w Kościele ludzi młodych, odkrywających swoją wrażliwą wiarę, pod przewodnictwem Papieża. Dla wielu to był z pewnością impuls, by spotykając się z Papieżem, odkryć uniwersalizm Kościoła, jego wymiar autentycznie katolicki, powszechny. Wielu zapadły w uszy papieskie słowa o powstaniu z kanapy: „Aby naśladować Jezusa, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą iść po drogach, o jakich wam się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie myśleliście, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia”. Ważne było, jak sądzę zobaczenie wielu twarzy miłosierdzia chrześcijańskiego, które objawiły się w Drodze Krzyżowej. Dla samego Papieża było to doświadczenie tradycji Kościoła w Polsce i zobaczenia, że Kościół jest nadzieją dla świata.

Również niektóre wypowiedzi Ojca Świętego sprawiają, że duża część osób postrzega go bardzo skrajnie. Środowiska w Polsce, niekoniecznie przychylne Kościołowi mówią o „konflikcie” między papieżem Franciszkiem a polskim episkopatem, określają Ojca Świętego jako „reformatora”, papieża niewygodnego dla „polskich duchownych”, z kolei niektórzy, tzw."tradycjonaliści katoliccy" określają niekiedy Ojca Świętego jako „heretyka”. Wypowiedzi o uchodźcach, homoseksualistach, czy wreszcie o tym, że „nie trzeba być katolikiem, aby być dobrym człowiekiem” (w tej kwestii istnieje wiele wątpliwości, czy rzeczywiście padła tego rodzaju wypowiedź) każdy interpretuje, jak chce. Na ile są one niejasne, „kontrowersyjne”, „politycznie poprawne” czy budzące wątpliwości, a na ile... po prostu „przemielone” przez media?

Wróciłbym w tym miejscu do wcześniejszej myśli, że Papież poprzez swoje otwarcie (takie a nie inne) dla mediów stał się produktem medialnym i zakładnikiem medialnym. To utrudnia autentyczne i obiektywne odczytywanie jego pontyfikatu. Prosty przykład – nawet homilie papieskie z Domu Św. Marty nie są przytaczane w „L’Osservatore Romano” dosłownie, ale w omówieniu prasowym. Wiele słów trafia do nas za pośrednictwem mediów, jako fragmenty papieskich wypowiedzi, wywiadów, krótkich rozmów. Co w tej myśli jest autentyczne, a co jest okrojonym dla potrzeb mediów komunikatem?

To jeden problem. Drugi – to grono doradców, współpracowników Papieża. Zwłaszcza wpływowych niemieckich kardynałów, nota bene ludzi nie będących wzorem tak głośno proklamowanego przez Franciszka, ubóstwa w Kościele. Czytając „Amoris Laetitia” naprawdę nie wiem, ile jest w tym dokumencie Bergoglio a ile Kaspera? Przypomnę, że wobec pytań o niejasności w tym dokumencie, Papież – w wywiadzie prasowym (sic!) – zalecił zwrócenie się o interpretację do kard. Schönborna.

Być może największym wrogiem Papieża jest jego ufność w autentyzm żywej komunikacji medialnej. Natomiast nie postrzegałbym w żadnym stopniu tego, że wewnątrz samego Kościoła w Polsce istnieje jakiś spór czy konflikt wywołany osobą Papieża. Te głosy przypominają opinie sprzed paru lat o „Kościele łagiewnickim” i „Kościele toruńskim” w Polsce. To z pewnością nie były głosy Episkopatu czy płynące z wnętrza Kościoła.

W jaki sposób pontyfikat papieża Franciszka może wpłynąć na Kościół katolicki? Z powodu niektórych gestów czy wypowiedzi Ojca Świętego i sformułowań w adhortacji Amoris Laetitia część komentatorów obawia się nawet rozłamu w Kościele, inni mówią, że Kościół staje się bardziej otwarty. A jak wygląda to zdaniem Księdza Profesora?

To nie jest łatwe pytanie. Faktem jest, że opinie wewnątrz Kościoła w sprawach doktrynalnych stały się podzielone. Na przykład przeczytajmy słynny list biskupów regionu Buenos Aires w sprawie dopuszczalności rozwodników do Komunii i mniej znany list biskupów regionu Edmonton w Kanadzie, którzy przypominają nauczanie Jana Pawła II w tym względzie.

Czy to jest znakiem otwartości Kościoła? Myślę, że to temat bardzo szeroki, związany z ogólną wizją Kościoła – czy Kościół ma być otwarty na ducha czasu czy na Ducha Prawdy? Wielu uważa, że Kościół musi dostosować się do czasów współczesnych, uwzględniając na przykład kryzys małżeństwa. Wielu moich znajomych zwracało mi uwagę, że w Argentynie, skąd przyszedł Papież Franciszek, sytuacja proporcji związków niesakramentalnych i małżeństw jest radykalnie niekorzystna. Dlatego zaleczenie czy raczej usankcjonowanie tego stanu rzeczy wydaje się być czymś dobrym. Ale to jest błąd. Podobną drogą poszły Kościoły – Wspólnoty ewangelickie w Niemczech. I przestały być świątyniami, miejscami składania Bogu ofiary, a stały się instytucjami społeczno-charytatywnymi na wolnym rynku usług. Przegrywającymi konkurencję. Siłą Kościoła jest wierność Prawdzie.

Głęboko wierzę, że ta gramatyka miłości Prawdy w Kościele jest i jest w nas głęboko. Bezwarunkowo ufam Prawdzie i dlatego wierzę, że Kościół przetrwa wszelkie wzburzone wody.

Bardzo dziękuję za rozmowę.