22.11.13, 13:03Tomasz Terlikowski (fot. Fronda.pl)

Katolickie środki nie powinny służyć do unikania katolickich celów

Katolickie środki nie powinny służyć do unikania katolickich celów. Tak najkrócej podsumować można i trzeba dyskusję o NPR i mentalności antykoncepcyjnej. Tak, NPR jest dopuszczalny przez Kościół, tak mamy prawo używać rozumu także w dziedzinie płodności, ale... wszystko to powinno dokonywać się w świadomości tego, że jednym z dwóch kluczowych celów małżeństwa jest płodność. Płodność, a nie jej unikanie. I dopiero z tej perspektywy można i należy patrzeć na NPR. Jest on dopuszczalny, ale raczej jako pewien wyjątek, niż jako reguła mająca określać życie. Istnieje też niebezpieczeństwo i z nim także trzeba się nieustannie liczyć, że małżonkowie stosujący NPR zaczną go traktować jak katolicką antykoncepcję.

Aby to dobrze zrozumieć trzeba uświadomić sobie, jaki jest cel małżeństwa, czym jest płodność, i jak katolik powinien traktować potomstwo. Kościół, już w samym rycie małżeństwa jasno i dobitnie wzywa małżonków do przyjęcia potomstwa, a nie do jego unikania. „Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?” - pyta narzeczonych kapłan. I warto zwrócić uwagę, że nie pyta, czy chcą przyjąć potomstwo, które sobie zaplanują, ale potomstwo, którym nas Bóg obdarzy. To Bóg jest zatem podmiotem działania, Jego, a nie nasza wola ma być kluczowa. To zaś oznacza, że katolickie małżeństwo nie szuka odpowiedzi na pytanie, ile chcemy mieć dzieci, ale ile chce byśmy mieli Pan Bóg. Bóg bowiem zaplanował, co mocno przypomina w encyklice „Casti Cannubi” Pius XI, małżeństwo jako środek rozprzestrzeniania życia, powoływania do istnienia nowych, nieśmiertelnych istot, którym chce dać zbawienie. Płodność nie jest zatem zagrożeniem, problemem, ale darem, możliwością uczestniczenia w stwórczym dziele Boga, zadaniem, jakie Bóg przewidział dla małżonków.

Z tego przywileju nie zwalnia – co mocno podkreśla Pius XI - ani ubóstwo, ani sytuacja osobista. „Wielce też wzruszają Nas skargi owych małżonków, którzy srogim niedostatkiem dotknięci, z trudem ledwie dzieci wyżywić mogą. Należy się jednak mieć na, baczności, by opłakany stan majątkowy nie stał się przyczyną jeszcze bardziej opłakanych błędów. Niema bowiem takich trudności, które by mogły znieść prawomocność przykazań Bożych, zabraniających czynów złych z swej istoty. W jakichkolwiek okolicznościach małżonkowie mogą zawsze za łaską Bożą w stanie swoim żyć uczciwie i czystość małżeńską zachować bez owych niecnych występków. Niezachwianie bowiem trwa prawda nauki chrześcijańskiej, orzeczona przez urząd nauczycielski Soboru Trydenckiego: "Niech nikt nie przychyla się do owego zuchwałego zdania, odrzuconego przez Ojców pod groźbą wyklęcia, że człowiek usprawiedliwiony przykazań Bożych przestrzegać nie może. Bóg bowiem rzeczy nie możliwych nie nakazuje, a nakazując coś, upomina, abyś czynił, co zdołasz, uprosił sobie, czego nie zdołasz, a On pomoże, byś zdołał”– uzupełniał Pius XI.

Nauczania tego, wbrew temu, co nieustannie nam się wpaja, nie zmienił Sobór Watykański II, który lekko przesunął aspekty w relacji między celem małżeństwa jakim jest płodność i wzajemne wsparcie. Kościół nadal jasno i zdecydowanie przypomina małżonkom, że powinni być oni otwarci na życie, że otwartość ta jest znakiem katolickiego podejścia do małżeństwa, i że odmowa uczestnictwa w Boskim dziele stworzenia jest zwyczajnie niebezpieczna z duchowego punktu widzenia. „Z samej zaś natury swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione są na rodzenie i wychowywanie potomstwa, co stanowi jej jakby szczytowe uwieńczenie”- wskazują autorzy soborowej konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”. „Niech chrześcijańscy małżonkowie będą świadomi, że w swoim sposobie działania nie mogą postępować wedle własnego kaprysu, lecz że zawsze kierować się mają sumieniem, dostosowanym do prawa Bożego, posłuszni Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który wykłada to prawo autentycznie, w świetle Ewangelii. Boskie prawo ukazuje pełne znaczenie miłości małżeńskiej, chroni ją i pobudza do prawdziwie ludzkiego jej udoskonalenia. Tak więc małżonkowie chrześcijańscy, ufając Bożej Opatrzności i wyrabiając w sobie ducha ofiary, przynoszą chwałę Stwórcy i zdążają do doskonałości w Chrystusie, kiedy w poczuciu szlachetnej, ludzkiej i chrześcijańskiej odpowiedzialności pełnią zadanie rodzenia potomstwa. Spośród małżonków, co w ten sposób czynią zadość powierzonemu im przez Boga zadaniu, szczególnie trzeba wspomnieć o tych, którzy wedle roztropnego wspólnego zamysłu podejmują się wielkodusznie wychować należycie także liczniejsze potomstwo” - uzupełnili Ojcowie Soborowi.

I choć Paweł VI podkreślił, że naturalne metody rozpoznawania płodności są dopuszczalne, to w niczym nie zmienia to ani nauczania o celach małżeństwa, ani świadomości, że dla katolika dzieci są darem, a otwartość na życie (a nie zamykanie się na nie za pośrednictwem katolickich metod) jest celem jego małżeńskiej drogi. Papież wskazuje, że czasowa wstrzemięźliwość i podejmowanie współżycia w momentach niepłodnych jest dopuszczalna, ale raczej po to, by odłożyć poczęcie w czasie, niż w ogóle mu zapobiec. „Jeśli więc istnieją słuszne powody dla wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych, bądź z okoliczności zewnętrznych, Kościół naucza, że wolno wówczas małżonkom uwzględniać naturalną cykliczność właściwą funkcjom rozrodczym i podejmować stosunki małżeńskie tylko w okresach niepłodności, regulując w ten sposób ilość poczęć, bez łamania zasad moralnych”- zaznacza Paweł VI.

I trudno nie dostrzec, że nigdzie nie pada tu teza o tym, że małżonkowie mają prawo do decydowania ile mają mieć dzieci, a jedynie, że słuszne warunki dają im możliwość przełożenia w czasie poczęcia kolejnego dziecka. Owszem papież w innym miejscu wskazuje, że dla ważnych powodów moralnych, małżonkowie, kierując się dobrem dzieci już poczętych, a także własnym rozeznaniem, mogą „na czas nieograniczony unikać poczęcia kolejnego dziecka”, ale jednocześnie podkreśla wagę wielkoduszności w takich decyzjach. Wszystko to razem pokazuje, że dopuszczalność naturalnych metod nie jest bynajmniej nakazem ich stosowania, a małżonkowie, którzy decydują się na ich implementacje w życiu powinni bardzo uważać, by nie stały się one – w ich myśleniu i intencjach – po prostu katolicką antykoncepcją, która pozwala im w duchu faryzejskim – zachowując czyste sumienie – cieszyć się wygodą czy bezpieczeństwem posiadania jednego dziecka. Takie podejście byłoby całkowicie niezgodne z duchem i literą „Humanae vitae”.

To zastrzeżenie oznacza zaś, że ostatecznie małżonkowie stosujący – ze słusznych, a nie jakichkolwiek powodów – NPR nie powinni zamykać się na życie, ale wciąż wsłuchiwać się we własne sumienia, i w głos Boży i szukać odpowiedzi na pytanie, czy Bóg nie chce od nich jeszcze większej wielkoduszności. A postawa ta dotyczyć powinna nie tylko małżeństw z jednym czy dwójką dzieci, ale również tych, które mają ich piątkę czy siódemkę. Inna postawa, świadome zamknięcie się na życie, nawet jeśli dokonujące się przy pomocy wyłącznie moralnie godziwych metod, czyli właśnie NPR, rodzi zawsze pytanie o intencje i niebezpieczeństwo tego, że będą one grzeszne i niegodziwe. Mentalność antykoncepcyjna może nas bowiem opanowywać także jeśli nie korzystamy z antykoncepcji.

I na koniec, bo to także bardzo ważne, trzeba jasno i wyraźnie wskazać, że NPR nie jest drogą, by „unormalnić katolików”, by tak jak wszyscy mieli oni jedno czy dwoje dzieci. Nie taka jest nasza droga. My mamy być inni, mamy być zgorszeniem dla świata, znakiem sprzeciwu wobec dominującej w nim wrogiej dzieciom i płodności. Owszem nie zawsze katolik może mieć więcej dzieci, czasem – jak każdy popada w lęk, obawy czy ogarniają go słuszne wątpliwości, co do własnych sił. W niczym nie zmienia to jednak tego, że drogą katolika jest otwartość na życie, a nie zamykanie się na nie, i przekonywanie, że robi się to po katolicku. Czy oznacza to, że NPR powinien zostać odrzucony? Nie, bo jest on świetną pomocą do poczynania dzieci, pomaga rozpoznać czas płodny, a przede wszystkim daje ogromną wiedzę o cielesności i psychice kobiety, a także pozwala – w pewnych sytuacjach – odłożyć poczęcie w czasie. Trzeba tylko uważać, żeby nie przesłonił nam on tego, co jest celem małżeństwa, by nie stał się katolicką metodą osiągania niekatolickich celów.

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze

anonim2013.11.22 13:10
To jest naprawdę piękne: "Bóg bowiem rzeczy nie możliwych nie nakazuje, a nakazując coś, upomina, abyś czynił, co zdołasz, uprosił sobie, czego nie zdołasz, a On pomoże, byś zdołał” Dzięki.
anonim2013.11.22 13:12
To proszę prostu z mostu, tak by zakończyć ostatecznie te durne dyskusje pomiędzy przeciwnikami NPR i antykoncepcji: Ile dzieci? Jedno dziecko i całe życie jechanie na NPR to egoizm, zgodzę się. Sam chcę mieć dużą rodzinę, conajmniej trójkę, ale jak Bóg zechcę to może i więcej. Ale boję się, że nie sprostam pańskim oczekiwaniom. Czy jeśli będę miał już tą czwórkę dzieci, a np. będę prezesem jakieś firmy i kasa będzie na kolejną czwórkę, mam do tego dążyć? Proszę o wykaz tych "pewych sytuacji". Jakie to sytuacje? Ile dzieci daje już wymagane minimum?
anonim2013.11.22 13:15
Co ile lat moja żona będzie musiała rodzić, abyśmy mogli z czystym sercem przystępować do Komunii Świętej? Czy jeśli zaplanujemy, że bedziemy mieli 14 dzieci, będziemy mieli grzech bo zamykamy się na to piętnaste?
anonim2013.11.22 13:20
Słusznie zauważył p. Tomasz że NPR nie może być "katolicką" antykoncepcją. W sytuacji gdy z różnych powodów nie można mieć więcej dzieci, dobrze jest też rozważyć wstrzemięźliwość seksualną. Pomimo dużych trudności w jej utrzymaniu - szczególnie dla mężczyzny - jest ona źródłem wzrostu duchowego szczególnie dla mężczyzny. Drogi Pana Boga są drogami pokoju, a wstrzemięźliwość jest nagrodzona pokojem duchowym.
anonim2013.11.22 13:21
W tym artykule można podmienić wyrażenie "NPR" na "prezerwatywa" i wyjdzie dokładnie to samo, żadnej różnicy, podkreślam- żadnej.
anonim2013.11.22 13:24
ABMS A może dobrze rozważyć to co nam proponuje Kościół w postaci naturalnych metod, a nie dorabiać świętojebliwych teorii o duchowej wartości wstrzemięźliwości?
anonim2013.11.22 13:28
Mar_cinek Nawet jakbyś miał ósemkę to zdaniem redaktora jesteś zamknięty. Bo jego zdaniem człowiek może postępować zgodnie z własnym sumieniem, ale oczywiście tylko wtedy, kiedy sumienie mówi: "chcę mieć więcej dzieci" :) Wniosek jest taki, że dopóki żonie kolejna ciąża nie zagraża jeszcze życiu, a rodzinę stać na chleb, to nie ma uzasadnionych powodów, aby stosować NPR. Zawsze mnie zastanawiło jedno. Co jeśli małżonkowie mają np. dochód 20 tys. na miesiąc. NPR wtedy nie ma racji bytu, a jedyną słuszną postawą będzie "co rok, to prorok"?
anonim2013.11.22 13:32
Panie redaktorze, dlaczego Pan myśli, że wie czego chce Bóg? "To Bóg jest zatem podmiotem działania, Jego, a nie nasza wola ma być kluczowa." czyli żołnierz strzela Pan Bóg kule nosi? Podążając tym sposobem myślenia moglibyśmy co chwilę grać np w rosyjską ruletkę, bo to nie prawdopodobieństwo tylko wola boska? A nie wierzę, że przechodząc przez ulicę nie rozgląda się Pan (ufając w wolę Boga co do planów na swe życie;)
anonim2013.11.22 13:54
No nie... Back to the game! Ulubiony temat Frondy: czyli KOPULACJE, NPR, PLEMNIKI, OWULACJE, NOCNE POLUCJE, PRZEDWCZESNE EJAKULACJE, POKĄTNE MASTURBACJE - TAKIE SYTUACJE!!! BARDZO POKRĘTNE ARGUMENTACJE. JUŻ NIE WIEM PO CZYJEJ STRONIE SĄ RACJE! CORAZ BARDZIEJ ODCZUWAM FRUSTRACJĘ...
anonim2013.11.22 13:57
Szacun Panie Redaktorze. Nawet samo myslenie o antykoncepcji jest już grzechem. Ale jaja i to na koniec dnia w piatek:)) Proszę jeszcze redakcje o artykuły które pozycje miłosne są grzeszne a które nie są. :)))
anonim2013.11.22 14:04
podpisuję się rękami i nogami! Słuszną linię ma nasza Władza.
anonim2013.11.22 14:12
Wszystko pięknie napisane Panie Tomaszu. Ale Kościół powinien najpierw zrobić porządek z szkoleniowcami na naukach przedmałżeńskich: Nam taki Pan tłumaczył, że katolik powinien używać rozumu i on ma trojkę dzieci, bo gdyby miał czwarte, to jego dzieci nie mogłyby być inżynierami a jedynie podrzędnymi robotnikami... Dlatego on przedstawia nam propozycję antykoncepcji (patrz NPR) dopuszczoną przez Kościół.
anonim2013.11.22 14:20
@Mniemanologia Bogu zależy na rozprzestrzenianiu życia ale w naszym układzie słonecznym trybiki są tylko na planecie Ziemia
anonim2013.11.22 15:11
Brawo Panie Tomaszu! W końcu ktoś wyłożył jak jest naprawdę w kwestii NPR! Wszyscy "postępowcy", także wielu księży, kładą ogromny nacisk na rozum, który dał nam Pan, a który to nam mówi ile dzieci mamy mieć. To oczywista nieprawda, bo rozum mamy owszem, ale do tego by móc odkrywać wolę Boga co do naszego życia, małżeństwa a także do liczby dzieci, a nie do tego, aby samemu planować liczbę dzieci zasłaniając się NPR, o woli Bożej nie mówiąc.
anonim2013.11.22 15:28
NPR pochodzi z okresu, kiedy nie były znane/powszechnie dostępne inne środki antykoncepcyjne. Jeżeli "istnieją słuszne powody dla wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych, bądź z okoliczności zewnętrznych" to jaka jest różnica pomiędzy NPR a np. prezerwatywą? Przecież to owa słuszność powodów ma decydować, a nie techniczne środki, jakie zostaną użyte.
anonim2013.11.22 16:42
Szczerze i po przyjacielsku zazdroszczę p. Tomaszowi i jego żonie oraz podobnym małżeństwom takiego podejścia do dzietności i otwarcia na życie. Podziwiam również tych, którzy decydują się na adopcję i to często chorych dzieci. To prawdziwy heroizm połączony z miłością. Ale trzeba mieć świadomość,że nie wszyscy tak potrafią. Po pierwsze, jako małżeństwo decyzję o dzietności czy adopcji trzeba podejmować wspólnie, a nie zawsze te dwie strony w równym stopniu chcą tego. Po drugie, posiadanie dzieci to wielka odpowiedzialność, i nie chodzi mi o pieniądze (bo te raz są, raz ich nie ma), ale o wychowanie. Ludzie którzy muszą ciężką i długa pracą zarabiać na chleb, nie zawsze decydują się na więcej dzieci, bo mają świadomość, że oboje rodziców będzie musiało pracować na dom (często po godzinach i na tzw. nockach) i wówczas nie będą mieli czasu i siły na wychowanie. (Przy więcej niż trójce małych dzieci, ciężko żeby kobieta pracowała zawodowo, a tym bardziej w jakiejś fabryce czy markecie (praca w soboty, niedziele). ) Dlatego bardzo dobrze, że Kościół pozwala na NPR i „że dla ważnych powodów moralnych, małżonkowie, kierując się dobrem dzieci już poczętych, a także własnym rozeznaniem, mogą „na czas nieograniczony unikać poczęcia kolejnego dziecka”, ale jednocześnie podkreśla wagę wielkoduszności w takich decyzjach. Te właśnie stanowisko Kościoła, które pozwala na planowanie rodziny spowodowane jest naukami z Ewangelii „„Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą.(...)” Mt 23,1-12 Kościół ma świadomość, że nie może być jak faryzeusze i nakładać na ludzi ciężarów nie do uniesienia i wbrew ich woli. Dlatego dopuszcza NPR i mówi „że dla ważnych powodów moralnych, małżonkowie, kierując się dobrem dzieci już poczętych, a także własnym rozeznaniem, mogą „na czas nieograniczony unikać poczęcia kolejnego dziecka”, bo posiadanie dzieci, to nie posiadanie „pluszaków”, dzieci ma się z miłości, nie z rozkazu. Pani Marta Brzezińska w swoim dzisiejszym felietonie pisze o niektórych katolikach (z pewnego forum dla wielodzietnych rodzin), którzy z racji posiadania dużej ilości dzieci i otwarcia na życie czują się lepsi. Taka postawa niestety kojarzy mi się z : „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.” (Łk 18:9-14) . Wszystkim rodzinom wielodzietnym życzę szczęścia i miłości i żeby nigdy nie myśleli o sobie : Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, ci co planują rodzinę, NPR stosują, albo nawet prezerwatywy, albo jak ten co ma tylko to jedno dziecko. … A rodzinom mniej dzietnym, więcej odwagi i zaufania Bogu. Pozdrawiam wszystkie rodziny. PS. Pani @Iwona Jaszczuk – ładnie napisane.
anonim2013.11.22 16:59
Pan Bóg nie przymusza do posiadania gromady dzieci. Małżonkowie podejmują decyzję o ilości dzieci zgodnie ze swoim sumieniem okazując wielkoduszność. Trzeba jednak pamiętać że miłość i czas należy okazać KAŻDEMU dziecku nie tylko nowo narodzonemu. Za posiadanie gromady dzieci zaniedbanych nie ma nagrody w wieczności. Dlatego gdy jeszcze trwa płodność a decyzja małżonków jest że jednak więcej nie chcemy mieć dzieci - jedynym rozwiązaniem jest zachowanie wstrzemięźliwości seksualnej. Jest to jedyna droga do zachowania czystego sumienia przed Bogiem.
anonim2013.11.22 17:05
jak dla mnie NPR niewiele różni się od standardowej antykoncepcji i również jest grzechem. Współżycie katolika powinno prowadzić jedynie do poczęcia i jeżeli nie jest się w stanie mieć więcej dzieci niż się posiada, należy zaprzestać współżycia.
anonim2013.11.22 17:19
Ja tę dyskusję o "katolickiej antykoncepcji", "myśleniu antykoncepcyjnym" towarzyszącym NPR skwitowałbym w następujący sposób: nie chodzi o NPR jako taki, ale chodzi o to, jak przyjmie się życie, które, nawet jeśli nieplanowane, poczęło się. I w ten sposób: 1. Postawa otwarta na życie: "stało się, nie planowaliśmy. Będzie to dla nas wyrzeczenie. Ale z Bożą pomocą damy radę". 2. Postawa antykoncepcyjna: "kurcze, wpadliśmy! Znowu bachor! Ale wsypa! Najchętniej byśmy jakoś pozbyli się tego problemu, ale cóż. Aborcja to jednak ciężki grzech".
anonim2013.11.22 18:23
@PFX Nawet jak masz kasę na ileś dzieci to jest jeszcze kwestia czasu, kwestia na co cię stać w wymiarze niematerialnym, na jakie poświęcenia, kwestia twojej odpowiedzialności i dojrzałości. Więc jakbym miał zgadywać... Patrząc na twoje posty? Zasuwaj chłopie na NPRze jeszcze dłuuuuugo...
anonim2013.11.22 19:52
Trolle typu PFX jakoś są mało kumaci. Pewnie jak to trolle. Co po nas zostanie? Bóg daje potomstwo, które może kontynuować nasze dzieła. Im liczniejsze, tym nasze życie będzie bardziej ważne, gdyż potomstwo pójdzie dalej w świat, aby go ulepszać. Bez potomstwa zostaje tylko pilot do telewizora i pewnie pogrzeb na koszt innych.
anonim2013.11.22 22:00
Oooo... redaktor T wie lepiej co myśli Bóg i jakie ma plany dla człowieka. Panie redaktorze ... Pokazałby pan zdjęcia tych zadbanych kobiet, matek 5+
anonim2013.11.22 23:35
a to mój wpis sprzed kilku tygodni na ten temat: http://www.fronda.pl/blogi/lux/o-npr,35965.html
anonim2013.11.23 2:15
@Marik1234... Gdyby Bóg chciał, aby współżycie odbywało się jedynie w okresie płodnym, to przyjemność z niej płynąca, byłaby ograniczona jedynie do może jednej godziny cyklu kobiecego. Gdybyś chciał współżyć poza tą godziną, to natrafiłbyś na zasieki, które zamiast przyjemności wywoływałyby u ciebie i u kobiety ból. Tak nie jest. A więc współżyć możesz zawsze, z tym, że niezależnie od dnia cyklu kobiety, w którym rozpoczynasz współżycie, masz być gotowy na to, że również w zupełnie nieplanowany i nieoczekiwany sposób może dojść do zapłodnienia i pojawienia się dziecka. Które jako odpowiedzialny mężczyzna przyjmiesz z miłością.
anonim2013.11.23 7:02
Niestety ignorancja panie Tomaszu ...
anonim2013.11.23 7:23
" Wspolzycie w momencie gdy wiadomo, ze do poczecia dojsc nie moze, jest z definicji antykoncepcyjnym " A co to znaczy antykoncepcyjnym ??? W klasycznym (Fijałkowski) rozumieniu to sprzeczność ...
anonim2013.11.23 7:27
Moi drodzy, proponuję rozważyć słowo klucz .... Główną przyczyną zarówno dechrystianizacji jak i odejścia od nauki jest IGNORANCJA ( Michał Heller) ....
anonim2013.11.23 7:30
" jak dla mnie NPR niewiele różni się od standardowej antykoncepcji i również jest grzechem. Współżycie katolika powinno prowadzić jedynie do poczęcia i jeżeli nie jest się w stanie mieć więcej dzieci niż się posiada, należy zaprzestać współżycia." IGNORANCJA ... jak dla mnie ....
anonim2013.11.23 7:30
" jak dla mnie" pycha??? z niewiedzy ????
anonim2013.11.23 9:46
Nowy bożek. Wielodzietność, płodność, NPR i seks. Jak ktoś ma 3+ dzieci, to już domaga się z tego powodu szacunku i uznania - z automatu. Jakby zrobienie dzieci wymagało jakiejś tytanicznej pracy, samozaparcia i żmudnych, codziennych treningów oraz ćwiczeń przez 20 lat...
anonim2013.11.23 9:52
Tak swoją drogą - nie chcesz dzieci - nie żeń się. Ożenisz się - przyjmij tyle, ile Bóg da. To jest postawa katolicka. Wszystko inne to mydlenie oczu. Zresztą Pan Jezus jasno dał do zrozumienia, że nie warto jest się żenić, tylko jedynie nieliczni to rozumieją. Ja tam nie rozumiem, ale stosuję się do Jego zalecenia jak na razie. I bardzo Mu dziękuję, że jestem, jaki jestem. Bo skoro tak jest, to jest dobrze. Po prostu w to wierzę. On sam tak powiedział przecież.
anonim2013.11.23 22:39
@Fascination Propaganda gender przeżarła Ci mózg i nie rozumiesz już że to nie sposób w jaki danej rzeczy się używa się liczy (etyka zwana efektywizmem, vide http://pl.wikipedia.org/wiki/Etyka) tylko dogmaty Kościoła :(
anonim2013.11.24 14:52
NPR to antykoncepcja, bo z góry zakłada się, że nie planuje się aktualnie więcej dzieci. Jest to więc jednoznacznie GRZECH CIĘŻKI!! Człowiek to nie zwierzę! Jeżeli nie jest się wstanie wychować więcej dzieci należy zachowywać wstrzemięźliwość!!
anonim2013.11.24 21:56
To jest Panie Redaktorze czyste doktrynerstwo (czy naprawdę odpowiada Panu rola Korwina Mikke polskiego katolicyzmu?). Tymczasem ludzie, do których się Pan zwraca żyją w konkretnych uwarunkowaniach i do tych uwarunkowań muszą dostosowywać swoje życiowe decyzje. Na te uwarunkowania składają się zaś takie drobiazgi, jak średnia płaca, cena jednego metra kwadratowego mieszkania, koszty żywności, lekarstw, podręczników etc. etc. Tak więc oczekiwanie od ludzi, że będą to wszystko mieli gdzieś, byle się tylko mnożyć na chwałę Pana, jest równoznaczne z zachęcaniem ich do tego, żeby przestali używać rozumu. A swoją drogą, historia naprawdę kołem się toczy. Zaczynaliśmy od kultu płodności i oto znowu do niego wracamy. W międzyczasie chrześcijaństwo było oczywiście religią miłości, ale przynajmniej w świetle treści publikowanych na portalu Fronda, ten okres jest już za nami.
anonim2013.11.24 22:47
Panie Tomaszu, dziękuję za ten wyważony i rzetelny tekst. Odetchąłem z ulgą trafiając na niego po bardzo niespójnym logicznie tekście LMM. Dodałbym tylko, że przejście szkolenia NPR dla narzeczonych jako jeden z koniecznych etapów tzw. kursu przedmałżeńskiego jest wg mnie poważnym nadużyciem. Dlaczego nikt tym młodym ludziom nie pokaże szczęśliwej, otwartej na życie rodziny?
anonim2013.11.24 23:22
Rozpoznaję neokatechumenalny ton u niektórych. Przykład do samodzielnej interpretacji: Kobieta i mężczyzna w wieku 25 lat biorą ślub. Wg. wielu tutejszych powinni: a) współżyć regularnie i spontanicznie (nie wolno wybierać sobie dnia, gdyż może być to dzień niepłodności, a więc świadomy grzech, nie należy też unikać współżycia, gdyż jest to marnowanie szansy) b) gdy orientują się, że kobieta jest w ciąży, zaprzestać współżycia (bo w jakim celu?) c) powrócić do współżycia po narodzinach dziecka i chwilowym odpoczynku kobiety (czyli spełniono już tzw. zalecenie o czasowym oddaleniu się od siebie małżonków) d) kolejne poczęcie Biorąc pod uwagę fakt, że kobieta przejdzie menopauzę np. w 50 roku życia, para powinna mieć około 25 dzieci. Biorąc pod uwagę przypadki losowe, a także dodatkowe okresy oddalenia się od siebie liczba ta może zmniejszyć się do 20, 15 , 10 dzieci, ale może też wzrosnąć, gdy urodzą się bliźnięta. Oczywiście rodzice mają dużo czasu poza pracą i snem i dużo sił oraz środków i miejsce zamieszkania na godne utrzymanie tej gromady i godne wychowanie w wierze. Podsumowując, katolickie małżeństwa z wieloletnim stażem, które nie mają sporej gromadki dzieci, do nieba nie pójdą, gdyż coś jest grzesznego w ich współżyciu (o ile nie są bezpłodni, ale jeżeli wiedzieli to przed ślubem, to nie powinni brać tego ślubu, bo w jakim celu, wystawiać Pana Boga na próbę, że może da potomstwo?). Jeżeli dotarłeś do końca i jesteś przerażony to nie martw się i nie słuchaj pseudo katolickich gnostyków.
anonim2013.11.25 8:10
Pan Bóg obdarzył nas rozumem i dlatego w pewnych sytuacjach nie można pozwolić sobie na np. więcej niż 2 dzieci. Mam tu na myśli np. względy zdrowotne matki - która świadomie narażałaby życie będąc w ciąży. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji gdyby rzeczywiście zaszła w ciążę, wtedy wszytsko w rękach Pana Boga. Lub gdy ojciec rodziny byłby chory i nie mógł się włączyć w opiekę nad nowonarodzonym dzieckiem. Tego typu sytuacje pozwalają na stosowanie NPR aż do końca płodności. Jeśli jednak nastapiłoby poczęcie osoby stosujące NPR nawet nie pomyślałbyby o aborcji - na tym polega otwartość na życie a nie na planowaniu kilkorga dzieci.
anonim2013.11.25 9:53
ja należę do takich osób...........antykoncepcja nie jest równa aborcji
anonim2013.11.25 11:03
Czy rzeczywiście spójne jest twierdzenie: "drogą katolika jest otwartość na życie" z katolicką akceptacją npr-u w dzisiejszych czasach? Przecież dzisiejsze czasy charakteryzują się likwidacją całych narodów "rozsądnymi" metodami "planowania rodziny". Dlatego "rozsądnymi", że w tej sztucznie wykreowanej rzeczywistości rozsądek nakazuje rezygnację z dzieci. Co innego ten sam rozsądek nakazuje gdy uzna się obecną rzeczywistość za sztuczny, ludzki twór. Wtedy lepiej jest mieć więcej dzieci, gdyż racjonalnie rzecz ujmując jak nas więcej to i bezpieczniej. Dla mnie akceptacja npr-u przez katolików jest zaprzeczeniem mowy: "tak - tak, nie - nie". Npr jest zaakceptowany, ALE trzeba uważać aby nie stał się antykoncepcją. Przecież to jest paranoja. I nie uważam że osoby stosujące npr ze strachu przed dzieckiem są mniej pokrzywdzone od tych stosujących z tych samych powodów antykoncepcję. W tej całej wrzawie wokół antykoncepcji (w tym npr-u) jest walka o duszę. I Kościół (świeccy i duchowni) powinni brać udział, ale należałoby dobrze zdefiniować jaka jest siła i cel, tego wszystkiego, aby się skutecznie przeciwstawić. Siłą jest ogromna, bo całego porno-biznesu. A cel? Wydaje mi się że osłabienie całego narodu. I niestety npr powoduje niezgodę. I jak spojrzeć na niego z punktu statystycznego, to przypuszczam że byłoby naprawdę dużo ilościowo małżeństw, w których przez niego zostało podważone zaufanie do siebie małżonków. To nie jest żadne skuteczne antidotum dla tego przeżartego przez pornografię świata. I niestety podważa zaufanie do Kościoła i sakrementu spowiedzi. Za antidotum uznałbym pokorę. Pokorę Kościoła który uznałby wreszcie że ponosi sromotną klęskę w starciu z obecnym porno-królem tego świata. Radykalna zmiana motywowania swoich parafian, t.j. porzucenie metody kija-marchewki, a zastosowanie wewnętrznej motywacji, czyli wspierania pasji w dochodzeniu do świętości - dodatkowo pozwoliłoby poczuć się jak w dobrze funkcjonującej rodzinie.
anonim2013.11.25 11:15
@Efraim: Sposób prowadzenia dialogu jak w głównościekowej TV. Idziemy jak najdalej w polaryzację i puszczamy w kanał. Naparzanka jak u Olejnik. Jak najwięcej "NIGDY" albo "ZAWSZE" , "WSZYSCY" itd...
anonim2013.11.25 15:20
A ja tu czegoś nie rozumiem. Przecież małżeństwo nie służy tylko zrodzeniu wielu dzieci. Można ich mieć 1-2 i też dostąpić zbawienia wiecznego. Wychodzi kobieta za mąż i chce mieć np.dwoje dzieci, mąż też. W momencie gdy mają już dwoje dzieci i zgadzają się wspólnie, że trzeciego dziecka nie chcą (bo finanse/mieszkanie kiepskie czy z innych powodów), to stosują NPR już tylko i wyłącznie antykoncepcyjnie (lub jak kto woli ekologicznie unikając poczęcia) i robią tak do końca swoich dni. Nawet na naukach przedmałżeńskich oraz na katolickich stronach wyczytałam, że ludzie przed slubem powinni ustalić ILE DZIECI CHCIELIBY MIEĆ. Jesli ona chce 1 a on pragnie ieć 7-ro, to lepiej niech się nie pobierają, bo każde z nich będzie nieszczęśliwe i w końcu się rozwiodą.
anonim2013.11.25 21:00
Panie Tomaszu dedykuję panu jak i również wszystkim fideistom ten bardzo stary , a jakże nadal aktualny fragment ze Starego Testamentu. Mądrość Syrycha 16,(1-4) Nie pragnij wielkiej liczby dzieci, jeśliby miały być przewrotne, ani nie chwal się synami bezbożnymi I chociażby byli liczni, nie chełp się nimi, jeśli bojaźni Pańskiej nie mają. Nie licz na ich życie ani nie zwracaj uwagi na wielką ich liczbę! Więcej bowiem może znaczyć jeden niż tysiące i lepiej umrzeć bezdzietnym, niż mieć dzieci bezbożne, Przez jednego mądrego miasto się zaludnia, a pokolenie żyjących bez Prawa zmarnuje. Dzieciom oprócz przekazania życia należy zapewnić nie tylko podstawowe warunki do życia ,ale miłość ,indywidualnie czas , bo dzieci to nie masowa hodowla gdzie się jeść i pić da i zapewni tresurę. Każdy powinien mądrze i rozsądnie przekazywać życie bowiem to rodzic będzie odpowiadał za jego wychowanie tu na Ziemi jak i przed Bogiem .Liczą się siły na zamiary!
anonim2013.11.25 21:36
oaza 123 brawo i dzięki. Jak dam radę jutro też podrzucę kilka wersów jeśli je odnajdę.
anonim2013.11.26 8:06
@oaza123 Brawo, w samo sedno! Ilość dzieci to jest sprawa sumienia. Jesli ktoś uważa, że nie da rady wychować więcej niż 1 dziecka, to jest OK! Liczy się też usposobienie i charakter dziecka. Czasem jedno dziecko potrafi dać w kość za czworo. Kto wie czy po śmierci do nieba nie trafi prędzej małżeństwo z 1 czy 2 dzieci, w których to wychowanie rodzice włożyli całe swoje serce i CZAS, niż małżeństwo z "wyhodowaną" 7-mką, dla której nigdy nie mieli czasu na indywidualną rozmowę i problemy każdego dziecka a szli w ilość dzieci, bo im się wydawało, że tak nakazuje Biblia.. ------------------------------------------------------------------------------ Wklejam fragment z artykułu : "ILE DZIECI W KATOLICKIEJ RODZINIE" autorzy to - Agata i Krzysztof Jankowiakowie: (...)Nauczanie katolickie jest tu precyzyjne i jednoznaczne – o liczbie dzieci w rodzinie mają decydować sami małżonkowie, kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością, a ich decyzja ma być odpowiedzią na odczytanie Bożej woli względem ich rodziny (por. encyklika Pawła VI Humanae vitae, p. 10). Niestety, ciągle pokutuje przekonanie, że chrześcijanie muszą (w sensie narzuconego z góry przymusu) mieć dużo dzieci i podczas wykładów pojawiają się uwagi „tak, tak, sami decydują, ale minimum powinni mieć czworo", „tak się tylko mówi". Jesteśmy przekonani, że wypowiadający takie i podobne opinie (zdarza się to i małżonkom, i księżom) przeważnie nie zamierzają być złośliwi, nie chcą sprawić nikomu przykrości (no, może czasem chcą się pochwalić, że sami takie kryterium spełniają...). Kiedy patrzy się statystycznie na liczbę dzieci w rodzinach katolickich (w Polsce, bo inaczej to wygląda np. w USA) chciałoby się czasem powiedzieć, że średnio mogłoby gdzieniegdzie tych dzieci być więcej. Ale tylko tak w wizji średniej statystycznej. Nie ośmielilibyśmy się powiedzieć żadnej rodzinie, że powinni mieć dzieci więcej. Dlaczego? Dlatego, że przeważnie nie wiemy dlaczego dani małżonkowie mają „tylko" jedno czy dwoje dzieci (bo takich sytuacji to przeważnie dotyczy, choć my sami też spotkaliśmy się z sugestią, że „mogłoby być czwarte..."). A to „dlaczego" bywa bardzo bolesnym problemem. (...) CAŁOŚĆ ARTYKUŁU TUTAJ: http://www.oaza.pl/cdz/index.php/odpowiedzialne-rodzicielstwo/252-ile-dzieci-w-katolickiej-rodzinie.html
anonim2013.11.26 8:24
@M4r4n4th4 napisał(a): Lis 24, 2013, 11:47 po południu (...) Dodałbym tylko, że przejście szkolenia NPR dla narzeczonych jako jeden z koniecznych etapów tzw. kursu przedmałżeńskiego jest wg mnie poważnym nadużyciem. Dlaczego nikt tym młodym ludziom nie pokaże szczęśliwej, otwartej na życie rodziny? --------------------------------------------------------------------------------------- Ano dlatego, że rodzina z kilkorgiem dzieci, która nie ma co do garnka włożyć oraz za co dzieciom ubrań , lekarstw, podręczników czy pasty do zębów kupić wcale NIE JEST SZCZĘŚLIWA. Dlatego lepiej w owo "szczęście" się nie pakować a NPR służy temu aby właśnie być szczęśliwym a nie znerwicowanym, czego to się naucza na naukach przedmałżeńskich. Gdyby był nakaz w małżeństwie mieć dużo dzieci, to prawie nikt by się nie żenił ani za mąż nie wychodził. Na szczęście takiego nakazu nie ma.
anonim2013.11.26 18:51
POdsyłam link ze stronki wiara.pl "Czy trzeba spowiadać się z NPR" http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/170b87
anonim2013.11.26 22:55
@Agnieszka10 Otóż to Magisterium Kościoła katolickiego w swych naukach absolutnie nie narzuca rodzicom ilości dzieci . To oni w sumieniu , w oparciu o różne czynniki decydują ile chcą potomstwa. Oczywiście trzeba zawsze uwzględnić wolę Boga i jeśli pojawi się w mamie nieplanowany i nieoczekiwany gość , to trzeba go przyjąć i mocno pokochać. Żeby być zbawionym , trzeba u Boga zasłużyć sobie dobrymi czynami wynikającymi z miłości do Niego jak i bliźnich niekoniecznie bezmyślną prokreacją. Serdecznie pozdrawiam. .
anonim2013.12.1 15:36
Pięknie cytujecie fragment o wstrzymaniu na czas nieograniczony poczęcia dziecka, ale czytajmy Humane Vitae dalej: "Konsekwentnie, w pełnieniu obowiązku przekazywania życia nie mogą oni postępować dowolnie, tak jak gdyby wolno im było na własną rękę i w sposób niezależny określać poprawne moralnie metody postępowania; przeciwnie, są oni zobowiązani dostosować swoje postępowanie do planu Boga-Stwórcy, wyrażonego z jednej strony w samej naturze małżeństwa oraz w jego aktach, a z drugiej - określonego w stałym nauczaniu Kościoła." Bardzo ciekawe, że wielu kładzie nacisk na ważne powody unikania dziecka, a mało kto zwraca uwagę na odróżnienie co jest ważnym powodem, a co nie. To, że dla mnie coś jest ważne (np. mieszkanie) dla Pana Boga może takie nie być "moje myśli, nie są Waszymi" - i Encyklika kładzie właśnie ogromny aspekt na ROZEZNAWANIU WOLI BOGA, a nie po prostu na decyzji "na tak, lub na nie". Z tego wynikają proste wnioski: sama decyzja nie ma znaczenia, znaczenie ma intencja serca, czyli czy decyzja była rozeznawana w kontekście woli Bożej czy mojej/naszej własnej. Jeśli bez modlitwy (która z tak poważnej sprawie może trochę trwać), rozmowy z kapłanem itp. podejmujemy taką decyzję, to pytam się: gdzie tu było szukanie woli Bożej? Wtedy NPR jest wygodne, bo przecież Papieże dopuścili...a to, że to karykatura NPR to już nikogo nie interesuje. Bo przecież najważniejszy jest mój spokojny sen...To dopiero chrześcijaństwo!
anonim2015.02.22 11:53
@neokosy Piszesz takie "masło maślane" . Po to Bóg dał rozum ludziom aby człowiek się nim kierował w życiu. Mogę się pomodlić z mężem o rozeznanie em decyzji o powołaniu do życia dziecka lub odłożeniu jego poczęcia a potem podejmiemy decyzję zgodną z naszym sumieniem i z wiarą, wtedy ta decyzja jest zawsze słuszna i własciwa. Bóg nie przemawia do nikogo w krzaku gorejącym czy na inne spektakularne sposoby, człowiek z ukszatałtowanym wg wiary sumieniem sam czuje czy jego decyzja jest zgodna z wiarą. Inaczej nie potrafię Ci tego wytłumaczyć.