12.07.19, 14:30Zdj. Kremlinru, CC BY SA 4.0, Wikimedia Commons

Marek Budzisz: O rzeczywistym potencjale Rosji

Kiedy się czyta informacje napływające z Rosji, to można mieć wrażenie deja vu. Podobnie jak za czasów Gorbaczowa zaczyna się tam mówić i wzywać Europejczyków do stworzenia wspólnej przestrzeni gospodarczej „od Lizbony do Władywostoku” i podobnie jak w 1988 roku obserwować możemy zamieszki w Gruzji. Zresztą obydwa te zjawiska były wówczas w pewnym stopniu ze sobą powiązane. ZSRR nie był w stanie sprostać wyścigowi zbrojeń, a w związku z tym Gorbaczow stał się zwolennikiem rozbrojenia, zaś protesty w Gruzji oraz trwające w tym samym czasie ożywienie w Armenii wiązało się z trudną sytuacją gospodarczą budżetu państwa komunistycznego, a to przełożyło się na wzrost niepokojów wewnętrznych.

Oczywiście wszelkie analogie historyczne są w gruncie rzeczy złudzeniem, narzędziem, którym mimowolnie posługujemy się chcąc uporządkować skomplikowaną rzeczywistość. Podobieństwa są powierzchowne, ale nie ulega wątpliwości, że z gospodarczego punktu widzenia Rosja znajduje się w trudnej sytuacji i to podwójnie trudnej. Pierwszy poziom trudności, o czym jeszcze napiszę, wiąże się z tym, że wszystkie napływające ostatnio z rosyjskiej gospodarki informacje świadczą o tym, że albo wchodzi ona w stadium recesji, albo co najwyżej zanotuje wzrost bliższy zeru. Wytęsknione przez władze przyspieszenie w gospodarce, choćby na poziomie 2,2 % jak założono na przyszły rok, czy powyżej 3 % jak chciałyby aby było w roku 2021 jest coraz mniej realne. A co gorsze, i to jest ten drugi, znacznie poważniejszy poziom kryzysu, najwyraźniej rosyjskie elity władzy w sposób zasadniczy różnią się co do tego przy użyciu jakich narzędzi można złą sytuację przezwyciężyć.

Zacznijmy od tej ostatniej kwestii. W czasie niedawnego petersburskiego Kongresie Finansowym (nie mylić z czerwcowym Forum Gospodarczym) szefowa banku Centralnego, Elwira Nabiullina miała długie wystąpienie, które koncentrowało się wokół próby poszukiwania odpowiedzi, czy Rosja może rozwijać się szybciej i co należy zrobić aby tak się stało. Jej referat został umieszczony na oficjalnej stronie banku /https://www.cbr.ru/Press/event/?id=2735&utm_source=Evening+Bell&utm_campaign=86af5bc249-EMAIL_CAMPAIGN_2019_07_04_06_37&utm%E2%80%A6/ , nieco krótszą wersją jest też jej wywiad dla Reutersa (https://ru.reuters.com/article/businessNews/idRUKCN1TY0MK-ORUBS), każdy może się zatem z jej przemyśleniami zapoznać.

Co powiedziała? Otóż jej zdaniem, i jest to bezpośrednia polemika z odpowiadającym za rosyjską gospodarkę ministrem Orieszkinem, tempo rosyjskiego wzrostu jest mizerne nie dlatego, że firmy nie mają kapitału po to aby inwestować, ale z tego względu, że tłumiona jest przedsiębiorczość, zagrożone prawa własności a nad tym wszystkim unosi się widmo wszechwładzy siłowików, ponadto system prawny i sądownictwo trzeba natychmiast poddać gruntownej reformie. O słabości rosyjskiej gospodarki, jej zdaniem, przesądza to, że jest przede wszystkim państwowa, kontrolowana przez urzędników a businessmani nie marzą o niczym innym jak tylko o tym aby sprzedać swe firmy i wyjechać w spokojniejsze miejsce. Dlaczego te słowa bezpośrednio odnosiły się do Orieszkina? Otóż z tego względu, że ten, w trakcie Forum Inwestycyjnego w Petersburgu oświadczył, iż gospodarka rozwija się w Rosji zbyt wolno, bo Bank Centralny nieroztropnie dał przyzwolenie na rozkręcenie akcji kredytowej dla ludności, ludzie biorą kredyty, w sporej części po to aby spłacić stare zobowiązania, a firmy zderzają się z barierą braku kapitału i dlatego nie inwestują. Czyli mielibyśmy do czynienia, jak uważa Orieszkin, z odwróconym efektem wypychania, kiedy to konsumpcja prywatna pozbawia korporacje kapitałów. Jak to się dzieje, że wzrost akcji kredytowej dla ludności nie przekłada się na wzrost popytu wewnętrznego, rosyjski minister nie wyjaśnił. Powiedział jedynie, iż w ten sposób Bank centralny hoduje „bańkę kredytową”, która kiedy pęknie, to wywoła kryzys rosyjskiego systemu bankowego. Nabiullina nie tylko uważa, że tego zagrożenia nie ma, ale, że to właśnie diagnozy i propozycje ministra Orieszkina mogą doprowadzić kraj na skraj gospodarczej katastrofy. Bo co z tego, że kapitał popłynie szeroką rzeką do chcących inwestować korporacji państwowych. To jeszcze nie oznacza, że z ekonomicznego punktu widzenia będą to inwestycje korzystne a nie zwykłe przejadanie kapitałów, których i tak w Rosji brakuje, bo właśnie poinformowano o historycznym rekordzie w zakresie odpływu kapitału z Rosji. Jej zdaniem gdyby Rosja uprawiała tego rodzaju politykę, to wzrostu w dłuższej perspektywie nie będzie, nawet jeśliby w pierwszym okresie taki się zarysował, bo obecny niski poziom przyrostu PKB nie jest efektem błędnej polityki gospodarczej, a tego, że Rosja po prostu nie ma wewnętrznego potencjału wzrostu. I jeśliby zacząć robić to co proponuje Orieszkin, a pośrednio rząd, to wzrostu PKB i tak nie będzie, za to inflacja, którą udało się stłumić do poziomu poniżej 5 % znów ruszy.

Kilka tygodni temu, przy okazji dokonanego przez Władimira Putina przeglądu zaawansowania projektów związanych z drugą turą tzw. ukazów majowych, a przypomnę, że chodzi o sztandarowe projekty realizowane przez rząd przyjęte po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, okazało się, że są one fatalnie opóźnione. A to zaś oznacza, że zbawienny ich wpływ na przyspieszenie tempa wzrostu rosyjskiej gospodarki raczej nie będzie miał miejsca w tym roku, mimo, że na tym oparte były założenia rządowych ekonomistów, zapowiadających, iż druga połowa roku będzie lepsza niźli pierwsza.

W ubiegłym roku, doradca ekonomiczny Putina, Biełousow opracował inny scenariusz przyspieszenia rozwoju rosyjskiej gospodarki. Mianowicie zagroził oligarchom, którzy są aktywni w innych niźli wydobycie ropy i gazu, sektorach rosyjskiej gospodarki, że państwo wprowadzi specjalny podatek, no chyba, że ci znacząco zwiększą skalę inwestycji. Na takie dictum oligarchowie dość ochoczo, spontanicznie i jednomyślnie poparli inicjatywę Kremla, odbyło się kilka spotkań, ale sprawa na tym najwyraźniej umarła. Bo być może inwestycje są, ale gospodarka jak nie chciała przyspieszyć, tak nadal nie chce ruszyć z miejsca i pomału robi się mało przyjemnie. Od początku roku z rosyjskiej gospodarki napływają tylko złe wiadomości. Według wstępnych danych rosyjskiego odpowiednika GUS wzrost w pierwszym kwartale, licząc rok do roku, PKB wyniósł wątłe 0,5 %, co oznacza znaczący spadek tego wskaźnika, bo IV kwartał ubiegłego roku zamknął się wzrostem na poziomie 2,7 %. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że wynik ubiegłego roku jest efektem „zmiany metodologii liczenia” jak eufemistycznie określają całą operację media zbliżone do rządu, to i tak rezultaty pierwszego kwartału są gorsze od konsensusu ekonomistów. Ci byli zdania, że wzrost rosyjskiego PKB w ujęciu rocznym, po pierwszym kwartale, wyniesie 0,8 %. W maju wzrost rosyjskiego PKB jeszcze spowolnił i wyniósł 0,2 % w ujęciu rocznym, co jest wynikiem 8,5 razy gorszym niźli w kwietniu, kiedy raportowano o powiększeniu się PKB w skali 1,7 %. Spada tempo wzrostu produkcji przemysłowej – w maju wyniosło ono 0,9%, podczas gdy miesiąc wcześniej było to 4,6 %. Gdyby na stan rosyjskiej gospodarki patrzeć przez pryzmat przemysłu przetwórczego, to maj sygnalizował, że może znaleźć się ona w recesji, bo ten sektor odnotował 1 % spadek. W czerwcu indeks PMI syntetycznie ujmujący aktywność przemysłu przetwórczego spadł do poziomu 48,6. Miesiąc wcześniej wskaźnik ten wynosił 49,8. Zdaniem analityków z firmy IHS Markit, która opracowuje rosyjski wskaźnik PMI świadczy to o wyhamowaniu w drugim kwartale niewielkiego potencjału wzrostu rosyjskiej gospodarki. Przypominają oni też, że jest to najniższy od czerwca ubiegłego roku obserwowany poziom aktywności sektora. Informacje te potwierdzają dane napływające z rosyjskich kolei państwowych. W czerwcu przewiozły one 101,6 mln ton towarów, co oznacza spadek o 5,4 % w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego i jest to, jak zauważa Kirył Tremasow z firmy analitycznej Loko – Invest, maksymalny jednorazowy spadek od stycznia 2013 roku. W całym pierwszym półroczu rosyjskie koleje przewiozły mniej o 1,5 % towarów. W transporcie samochodowym odnotowuje się podobne trendy. Decyzja OPEC+, podjęta na początku lipca z udziałem Rosji, polegająca na porozumieniu w zakresie stabilizowania cen ropy naftowej na najbliższe 9 miesięcy oznacza, że ten kluczowy dla rosyjskiej gospodarki nie zwiększy do końca roku swego wydobycia, co oznacza, że impuls przyspieszający rosyjski PKB nie popłynie z tego sektora. W sektorze gazowym sytuacja również nie jest różowa. Gazprom co prawda informuje, że w drugim kwartale utrzymał poziom sprzedaży analogiczny do roku poprzedniego, ale przy znacząco niższych cenach. W końcu czerwca koncern sprzedawał gaz w kontraktach długoterminowych po 106 dolarów za 1000 m³, na rynku krótkoterminowym po 130 dolarów. A przypomnijmy, że w ubiegłym roku zakładano średnioroczną cenę eksportowanego gazu na poziomie 240 dolarów za 1000 m³. Pomimo tego w całym pierwszym półroczu do Europy Gazprom wyeksportował mniej o 6,3 % gazu, a w podziemnych zbiornikach znajduje się tam o 53 % więcej tego paliwa niźli pod koniec maja rok wcześniej, więc perspektywy nie są różowe. Przychody z eksportu Gazpromu sa o 40 % niższe niźli rok wcześniej. Eksperci uważają, że spadek popytu na rosyjski gaz jest efektem dramatycznego zmniejszenia się cen na węgiel energetyczny na światowych rynkach. Obecnie w porcie w Rydze za 1 tonę wydobywanego w Kuzbasie węgla energetycznego trzeba płacić 47 dolarów. I zdaniem ekspertów niewiele wskazuje na to, aby ceny, które jeszcze w ubiegłym roku przekraczały 100 dolarów, w najbliższych dwóch latach znacząco wzrosły. Co ciekawe, mimo, że koszt wydobycia i transportu syberyjskiego węgla wynosi od 50 do 55 dolarów za tonę, to firmy nadaj planuję wzrost wydobycia. Wbrew potocznemu mniemaniu wzrost gospodarczy w Rosji ostatnich lat jest efektem nie większego wydobycia i eksportu ropy naftowej czy gazu ziemnego, ale właśnie węgla. W 2017 roku Rosja wyeksportowała węgiel o wartości 13,5 mld dolarów, a wydobycie wzrosło o 6,4 %, co pozwoliło zbliżyć się do rekordu pochodzącego jeszcze z czasów ZSRR. W ubiegłym roku Rosja wyeksportowała 68 mln ton węgla energetycznego. Jak szacują ekonomiści tylko ta branża da Rosji 0,15 do 0,2 % wzrostu PKB w tym roku.

Innymi słowy niewiele wskazuje na to, aby rosyjskim władzom udało się rozruszać hamującą gospodarkę i pobudzić konsumpcję ludności, a trwające w moskiewskich gabinetach i na łamach prasy dyskusje i utarczki na temat tego która strategia jest dla Rosji najlepszą świadczy o tym, że rosyjskie elity są zarówno w tym względzie podzielone, jak i nie mają żadnych recept na rozwiązanie problemu. Nikita Isajew, dyrektor Instytutu Współczesnej Gospodarki, zauważa, że w ostatnich dwóch latach ceny ropy naftowej na światowych rynkach wzrosły o 60 %, ale dochody do dyspozycji statystycznego Rosjanina spadły o 1,8 %, a kurs rubla wobec dolara obniżył się o 13 %. W latach 2010 – 2012, kiedy trendy rynkowe były podobne i również rosła cena sprzedawanej przez Rosję ropy naftowej dochody ludzi rosły, a rubel się wzmacniał. Ale obecnie, Rosyjska polityka gospodarcza sprowadza się do gromadzenia rezerw, po to aby kraj odporny był na międzynarodową presję i mógł funkcjonować nawet w sytuacji wprowadzania nowych sankcji przez Stany Zjednoczone.

Jednak nawet ekonomiści związani z rosyjskim rządem coraz otwarciej krytykują tego rodzaju politykę. Ostatnio, znany jeszcze z czasów gorbaczowowskiej Pierestrojki akademik Abel Agabengian opublikował raport w którym alarmuje, że kontynuowanie obecnej polityki gospodarczej przez rosyjski rząd w dłuższej, kilkunastoletniej perspektywie oznacza spychanie gospodarki nie tylko w trwającą wiele lat recesję, ale wręcz w surowcowe, o marginalnym znaczeniu, zaplecze rozwijającego się świata, a z demograficznego punktu widzenia przykładanie ręki do przyspieszenia procesu depopulacji kraju. Jak zauważa, średni roczny wzrost rosyjskiego PKB w latach 2013 – 2018 to tylko 0,4 %. Piąty rok z rzędu obniżają się realne dochody ludności, spada wielkość obrotów sieci handlowych, trzeci rok buduje się mniej mieszkań. Liczba ludzi, którzy żyją poniżej poziomu ubóstwa wzrosła o 5 mln ludzi, a 90 % biednych rosyjskich rodzin ma dzieci. Po raz pierwszy od dziesięciolecia, w 2018 roku zmniejszyła się liczba obywateli Federacji Rosyjskiej, bo liczba emigrantów nie jest w stanie nadążyć za negatywnym przyrostem naturalnym. Agabengian zwraca uwagę, że obecna sytuacja rosyjskiej gospodarki to nie jest kryzys gospodarczy, a stagnacja z której znacznie trudniej niźli z kryzysu wyjść. Bez znaczącego, w jego opinii, wzrostu nakładów na to co określa się mianem „gospodarki opartej na wiedzy” lub inaczej kapitału ludzkiego nie co marzyć o poprawie sytuacji. A jak to wygląda obecnie? Rosja winna orientować się na przykład Chin, które wydają na „kapitał ludzki” około 20 % swego PKB, czyli 1,5 razy więcej niźli Rosja. Póki co, Rosja, jest nadal jednym z najbardziej zapóźnionych na świecie krajów jeśli idzie o finansowanie nauki, edukacji, ochrony zdrowia czy pomoc społeczną i wyrównywanie nierówności dochodowych. „Trudno znaleźć na świecie kraj, który na naukę wydaje 1 % swego PKB, na edukację 4 %, a na ochronę zdrowia mniej niźli 5 %”, konkluduje swe gorzkie uwagi rosyjski akademik. Wydatki na zdrowie średnio w Europie to, jak zauważa Agabengian, 10,2 % a w Stanach Zjednoczonych 17 %. Gdyby brać pod uwagę nakłady na naukę, edukację, informatykę i biotechnologie, czyli skrótowo rzecz ujmując wszystko co jest związane z gospodarką przyszłości, to dzisiejsza Rosja zajmuje w grupie 200 krajów świata ujmowanych w stosownych rankingach miejsce około 150, w najlepszym razie na początku drugiej setki. Nicolas Eberstadt, znany amerykański demograf, na łamach Foreign Affairs stan w jakim znajduje się współczesna Rosja nazywa „rosyjskim paradoksem”. Polega on ujmując całą rzecz w skrócie na tym, że państwo, które chce być światową potęgą, jednym z rozgrywających w nowym XXI-wiecznym układzie sił, ma wskaźniki społeczne na poziomie państw III świata. W 2016 roku, jak zauważa, 15-letni młody Rosjanin, patrząc na to ze statystycznego punktu widzenia miał przed sobą perspektywę przeżycia 52,3 lat, mniej niźli jego rówieśnik na Haiti. Kobiety, choć żyją w Rosji dłużej, mają przed sobą perspektywę życia na poziomie najsłabiej rozwiniętych krajów na świecie, które są beneficjentami międzynarodowej pomocy humanitarnej. Niewiele lepiej jest jeśli idzie o edukację i naukę. Co z tego, że Rosja ma formalnie jeden z najwyższych wskaźników wykształcenia na świecie jeśli mając 145 milionów obywateli każdego roku rejestruje mniej patentów niźli Alabama, w której mieszka tylko 5 mln ludzi? Rosja zarabia dziś mniej na eksporcie usług (patenty, prawa autorskie etc.) niźli Dania, w której mieszka 6 mln osób a jej obywatele mają mniejszy łączny majątek prywatny niźli 10-milionowa Szwecja. Jakby na potwierdzenie diagnoz Eberstadta, wicepremier Golikowa, odpowiadająca w rosyjskim rządzie za sprawy społeczne, powiedziała, opisując napływające dane o sytuacji demograficznej, w czasie jednego z ostatnich spotkań, że „kraj w katastrofalny sposób traci ludność.”

A teraz napływają informacje na temat przyczyn katastrofy Łoszarika, specjalnej supertajnej rosyjskiej jednostki podwodnej, której głównym zadaniem było najprawdopodobniej, unieszkodliwianie NATO-wskiego systemu śledzenia ruchu rosyjskich łodzi podwodnych oraz włamywanie się do podmorskich kabli którymi państwa Zachodu przesyłają informacje. Jak podaje petersburski portal Fontanka, a przypomnijmy, że specjalna supertajna jednostka do której należał Łoszarik, znajdowała się pod Petersburgiem, udało się jego dziennikarzom w pięciu różnych i niezależnych od siebie źródłach dowiedzieć co spowodowało eksplozję i pożar na Łoszariku. Otóż najprawdopodobniej był to niesprawny akumulator jonowy-litowy, który nie miał nawet trzech lat. W 2016 roku Łoszarik przechodził remont i modernizację i wtedy najprawdopodobniej zdecydowano się wymienić stare akumulatory zbudowane ze srebra i cynku na nowe, tańsze. Innymi słowy katastrofa wydarzyła się dlatego, że postanowiono oszczędzać i postawić na tańsze rozwiązania. I to chyba w najlepszy sposób opisuje rzeczywisty potencjał dzisiejszej Rosji.

Marek Budzisz/salon24

Komentarze

ss2019.07.13 14:05
"ZSRR , był przede wszystkim projektem talmudycznym , realizacji władzy narodu wybranego nad gojami zamieszkującymi Rosję . Parametry gospodarcze były drugorzędne , stąd gospodarka ZSRR , mimo milionów eksploatowanych do zamęczenia ofiar , praktycznie cały czas trwała w stanie katastrofy . Ważniejszym było zamordować , usunąć do gułagów rosyjskich oficerów , inżynierów , ludzi wyróżniających się intelektem , niż realizować ich projekty" .
staszek2019.07.12 20:24
Salon24. Zrodlo "prawdziwej" prawdy.
Wyborco!PlatformaObywatelskaToTwójSzwab!!!!!2019.07.12 20:23
Szkoda tych ludzi , bo Słowianie . Niestety kultura inna od naszej łacińskiej, azjatycka. Tam człowiek się nie liczy, ważny jest wódz i państwo czyli też wódz plus świta. Niemcy też tak mają
Paweł2019.07.12 21:22
Słowianie w 20%, a Czesi, Polacy w 80%. Ruskie to: Ugrofinowie, Bułgarzy, Mongołowie, Tatarzy (inni niż Mongołowie), Słowianie. Poza tym, ech,.....szkoda gadać...... .
JanP2019.07.12 16:08
"Wydatki na zdrowie średnio w Europie to, jak zauważa Agabengian, 10,2 % a w Stanach Zjednoczonych 17 %." He, he w USA 17% i ten durny Obama walczył o obamacare. Jak jest tak różowo, to dlaczego jest tak drogo, że przeciętnego Amerykanina nie stać na leczenie. Ok. 50 mln Amerykanów nie ma żadnego ubezpieczenia zdrowotnego.
Kuszelas2019.07.12 16:15
A wy Janie wiecie ze jak zachorujecie to muszą was zabrać do szpitala i w razie operacji np. koszty pokrywa państwo. A wy wiecie ze minimum w USA gdzie traktowany jesteś jako żebrak to 15,000 $ jedzenie jest tańsze niż w Polsce. A wy wiecie ze dużo młodych i zdrowych nie chce ubezpieczenia. Wy i tak tego nie pojmiecie bo zaczadzeni jesteście sputnikiem i wybiórczą. Hurrrrra za stalinu.
ebe ebe2019.07.12 18:47
A mógłbyś nie opowiadać pierdół. Każdy pracujący /z wyjątkiem księży/ płaci składkę zdrowotną i z tych pieniędzy pokrywane sa koszty leczenia. Każdy pracujący /z wyjątkiem księży/ płaci podatki i z tych pieniędzy pokrywane są koszty realizacji konstytucyjnych zadań państwa /oświata, bezpieczeństwo, socjal/ i funkcjonowanie rządu, który zebrane od ludzi pieniądze rozdziela.
edi2019.07.12 15:14
A niech się Rosja rozleci na kawałki - to przestaną jątrzyć i podburzać do wojen
Kuszelas2019.07.12 16:04
Eskimosi przebierają nóżkami.